Pachnące wiosną powietrze i coraz dłuższe dni sprawiają, że łaskawszym okiem spoglądamy na bliźnich. Wybaczamy dzieciom przydługie powroty ze szkoły, żonom przypalone obiady, mężom zagubione listy zakupów. Kwietniowe treningi dają nam większą radość, niż te wymuszane, ponurą mroczną zimą. Z pozytywnym nastawieniem ruszamy na dwóch kółkach z domu i…

No właśnie – i co? Korki, spacerowicze, psy bez smyczy biegające we wszystkich kierunkach, naburmuszeni staruszkowie ciągnący torby na kółkach, zaparkowane samochody. Zna to każdy, kto choć raz przejechał ścieżką rowerową! Wg badań przeprowadzonych dwa lata temu przez TNS OBOP na zlecenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, ponad 70% badanych użytkowników dróg doświadcza negatywnych zachowań ze strony innych kierowców przynajmniej raz w tygodniu!

A ponieważ złe emocje rozsiewają się i zarażają skuteczniej niż grypa jelitowa, wiele ryzykujemy wychodząc za próg! Cóż więc robić, jak radzić sobie z frustracją, która tylko czai się by zweryfikować nasze nastawienie do wiosny? Jechać dalej. Tylko i aż.

Po około 20 minutach jazdy, poziom kortyzolu we krwi zaczyna wyraźnie opadać – choć przedzierając się przez miasto, warto doliczyć kilka minut więcej na redukcję tego hormonu stresu…

Po trzech kwadransach następuje wyrzut serotoniny i endorfin. Ich poziom wzrośnie jeszcze bardziej, kiedy uświadomimy sobie, że właśnie nasz organizm zużył wszystkie zapasy glukozy i przeszedł do spalania tłuszczu.

Godzina rytmicznej jazdy wyrównuje pracę serca, dotlenia wszystkie zakamarki naszego organizmu i oczyszcza go z toksyn. Przetrwaliśmy, byliśmy uprzejmi i nie daliśmy się dopaść złym emocjom. Wracamy z treningu szczęśliwi, zrelaksowani, uzdrowieni, w sam raz na szybki prysznic i wieczorny koncert kosa.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

PolandEnglish